piątek, 20 września 2013

Rozdział 11

"oczami Harrego"

Obudził mnie wrzask nad moją głową:
-Harry, wstawaj!!!- otworzyłem oczy i zobaczyłem poddenerwowanego Nialla
-Co się stało?- zapytałem zaspany
-Wstawaj! Musiamy jechać po dziewczyny! Mieliśmy być tam o 9, a jest 8:40!!!- krzyczał na mnie blondyn. Wyszedł z pokoju i trzasną drzwiami. Wyskoczyłem z łóżka, ogarnąłem się i z prędkością światła znalazłem się na dole. Tam czekali na mnie chłopcy, z niezadowolonymi minami na twarzach. Spojżałem na zegar wiszący na ścianie i była 8:50. Wyszliśmy szybko z domu i wsiedliśmy do samochodu. Droga trwała tak około 15. Wszyscy byli źli na mnie, że zaspałem, ale co ja poradzę, każdemu się zdarza. Kiedy byliśmy pod domem Kasi, Niall i Liam wyszli z samochodu po dziewczyny. Ostatnio często się z nimi spotykami. Kiedy ostatni raz się widzieliśmy, nie mogłem się napatrzeć na Ize. Jest taka piękna, radosna i w ogóle. Muszę ją mieć. Nie wiem jak, ale muszę!

"oczami Kasi"

Sidziałyśmy jak na szpilkach tego ranka. Z niecierpliwieniem czekałyśmy na chłopców. Iza, nie dość, że niecierpliwa, to jeszcze dzisiaj poddenerwowana tą wizytą u rodziców. Bała się o nich. Nie dziwię się jej. Też bym się bała. Dziewczyna chodziła jak po nagrzanych kamieniach. Była już 8:55, a panów nie było. To zaczęło nas niepokoić. Wkońcu, po 10 min, usłyszałam pukanie do drzwi. Już zbiegałam na dół, kiedy moja mama otworzyła drzwi.
-Dzień dobry.- powiedzieli zgodnie Niall i Liam
-Dzień dobry. A panowie w jakiej sprawie o takiej godzinie?- zpytała lekko wkurzona mama, bo prerwano jej śniadanie
-To są nasi koledzy, mamo. Moi i Izy.- powiedziałam- To jest Niall, a to Liam.- przedstawiłam chłopców.
-Dobrze. Wy się z nimi gdzieś wybieracie?- zapytała mama
-Tak. Oni nas zawiozą do rodziców Izy. Wiesz, co się stało zapewne?- odparłam
-Wiem. OK. To wy się zbierajcie. A wy, chłopcy, wejdźcie do środka.- powiedziała mama i wróciła do kuchni dokończyć posiłek.
-Chodźcie na górę.- powiedziałam i zaciągnęłyśmy ich do mojego pokoju. Wzięłyśmy niezbędne rzeczy i zeszłyśmy na dół.
-To bezpiecznej podróży!- krzyknęli moi rodzice. Wyszliśmy na dwór. W samochodzie czekała na nas reszta towarzystwa. Przywitałyśmy się z nimi przytuleniem. Dałam mojejmu chłopakowi buziaka i ruszyliśmy. Zauważyłam, że cały czas Harry patrzył się na Izę. Nie byłoby to dziwne, gdyby nie to, jak to robił. Taki zamarzony. Zayn podobnie. Coś czuję, że będzie gorąco pomiędzy tymi dwoma panami.

"oczami Izy"

Jechaliśmy już jakieś 3 godziny. Kiedy zajechaliśmy do miasta, gdzie moi rodzice byli w szpitalu, krążyliśmy po ciasnych uliczkach. Trwało to tak z 45 min. Po tym czasie wreszcie zajechaliśmy do celu.
-Poradzicie sobie same?- zapytał Louis
-Jasne! Nie raz odnajdywałam mojego brata, poobijanego, w szpitalu w innym mieście po 15 min.- Kasia zarzartowała Zaśmialiśmy się wszyscy.
-OK. To jak już będziecie chciały wracać, to zadzwońcie.- powiedział Zayn, cały czas patrząc się na mnie.
-Spoko. Cześć!- powiedziałyśmy równo
-Pa dziewczyny!- powiedzieli i odjechali. Ruszyłyśmy do budynku. W środku było strasznie dużo ludzi. Mało co nie zostałam zdeptana. Wkońcu dopchałyśmy się do schodów. Zapytałyśmy się jakiejś pielęgnierki, gdzie leżą rodzice. Kiedy szłyśmy do sali, wskazanej przez kobietę, ujżałam moich rodziców, przez szklane drzwi. Kiedy je odworzyłam, myślałam, że zemdleje. Zobaczyłam...

------------------------------------------------------------------------------------------

Jest rozdział 11. Następny dodam 27.09.2013 r. Zresztą, będzie napisane w aktualnościach.

DOBRANOC PCHŁY NA NOC KARALUCHY NA RANO :*
Mania :D

2 komentarze:

  1. uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu i ooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. masz chyba literówkę w nagłówku ;)

    OdpowiedzUsuń